Feth
Posting Freak
    
Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
|
Ja przechodziłam różne fazy. Kiedyś miałam fioła na punkcie planowania własnego pogrzebu, leżąc w łóżku rozmyślałam sobie o satynie wyłożonej w samej trumnie, o urnach, o prochach, o ludziach, o miejscu pochówku lub rozrzucenia szczątków. To banał (chyba) wśród osób słuchających przynajmniej jakiś czas namiętnie zespołu Bathory, ale chciałam swego czasu by na pogrzebie poleciał Hammerheart ( KLIK). To mi szybko przeszło, potem długi długi czas marzyłam o Gloomy Sunday w wykonaniu pani Galas ( KLIK). Potem przeszło mi fantazjowanie na temat własnego pogrzebu, ale czasem słuchając jakiegoś utworu nasuwają mi się myśli, że to by była moc po śmierci. Natomiast proste "Wish You Were Here" Pink Floydów puszczone przez rodzinę Piotra Morawskiego na jego uroczystości pożegnalnej wyciskało łzy wręcz.
|
|
| 06-25-2010 02:16 |
|
Pan Nakata
ex-moderatus
     
Liczba postów: 2,330
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
|
Ja to w sumie nie lubię pogrzebów, jako że większość ludzi zachowuje się na nich 'na pokaz', a tym, którzy nas (umarłych) na prawdę lubili jest bardzo smutno - i to też nie jest fajne. Gloomy Sunday, to bym puścił raczej jakbym chciał, żeby ktoś do mnie dołączył :>, a jakbym mimo wszystko chciał wycisnąć z ludzi łezkę, czy dwie, to może 'My Heart Will Go On" :>, a potem mogłaby zaśpiewać Diamanda i kto wie, może byłoby nawet zbiorowe samobójstwo.
_____________________________
gone with the wind
|
|
| 06-25-2010 07:11 |
|
Dein Lakai
Niesarniusza
     
Liczba postów: 16,801
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
|
Powinienem mieć wiele typów jako fan muzyki traktującej o śmierci, ale w sumie to nie chcę, żeby na moim pogrzebie działo się coś nietypowego. Wychodzę z założenia, że ja sobie i tak już nie posłucham, bo będę kawałkiem psującego się mięsa, a rodzina nigdy mojej muzyki nie lubiła i uważała, że słuchając, zaklinam los tak, by działał na moją niekorzyść. Albo sam się od tej muzyki potnę albo coś złego mi się przytrafi. Po chuń ich dobijać? Moja matka płacze jak dziecko na każdym pogrzebie i ślubie i to nie jest na pokaz. Przez muzykę. Zaczynają coś grać, a ona chlipie. Po chuń dobijać? Niech będzie maksymalnie szybko, cicho i do widzenia. Bez smutnych melodii. Bez wesołych też, bo po co mają myśleć, że jaja sobie z nich robię nawet zza grobu.
Słuchanie ukochanej muzyki zmarłego to dla mnie udręka jest. Ciocia przed śmiercią słuchała strasznych songów Leonarda Cohena. Ze szczególnym uwzględnieniem tych o przemijaniu. Jej pomagały, całe otoczenie załamywały. No i jakże by inaczej. Zażyczyła sobie, żeby podczas kremacji leciało "Dance me to the end of time". Sam byłem zapłakany i zapyziały i chciałem wyjść, ale to pól biedy. Trzeba było wtedy spojrzeć na wujka. Tak się nie robi.
Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
|
|
| 06-25-2010 10:54 |
|
Pan Nakata
ex-moderatus
     
Liczba postów: 2,330
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
|
Żuljetta napisał(a):Cytat: (Żuljetta) tak optymistycznym akcentem "zakończyłabym" swój pogrzeb
Ponoć takie optymistyczne kawałki bardziej przybijają pogrzebowych gości niźli smutaśne rzępolenie.
_____________________________
gone with the wind
|
|
| 06-26-2010 08:08 |
|
Dein Lakai
Niesarniusza
     
Liczba postów: 16,801
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
|
Wszystko dlatego, że niektóre z założenia smutne kawałki nie mają duszy i nie sięgają głębiej, a "What a wonderfull world" gdyby oskrobać z optymistycznego przesłania, nie brzmi wcale pogodnie, bo melodia daje w brzuch. Ludzi porusza to, co refleksyjne i sentymentalne, niekoniecznie to co ponure.
Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
|
|
| 06-26-2010 10:27 |
|