Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tęczowy most
Autor Wiadomość
Pi Offline
(15 l.) mówi że jest sezon na sarny
*****

Liczba postów: 6,577
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 1
Post: #1
RE: Tęczowy most
Jak i kiedy odeszły wasze zwierzaki?

A może tak jak Rufi, powili zbliża się już ich czas?
Weterynarz powiedziała, że daje Rufiemu max. rok życia, prawdopodobnie ma raka. Musimy mu zrobić badanie krwi...
Rufi ma już 13 lat, z Pi i M. mieszka od miesiąca.
10-06-2010 20:24
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Atena Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 5,419
Dołączył: Mar 2005
Reputacja: 0
Post: #2
 
W zasadzie nie miałam zbyt wielu zwierzaków. Była Nela kotka, która żyła z 10 lat, cieszyła się zawsze dobrym zdrowiem, ale pewnego dnia przyszła po kilku nieobecności) poturbowana. Uznaliśmy że albo uderzył ją lekko samochód albo jakiś pies czy inne koty. Męczyła się aż w końcu zdechła (Doris pewnie zna szczegóły bo się nią z babcią zajmowała).
Był jeszcze szczur zuzia który miał chyba przepuklinę lub coś w tym stylu... też się biedulka męczyła ale mieliśmy nadzieje że samo jakoś przejdzie, no ale jak już była taka biedna że nie mogła doczołgać się do poidełka doszliśmy do wniosku że trzeba ją uśpić.
Były też dwa koty Filemon i Kruszynka, ale one same gdzieś zniknęły. Szkoda bo mimo że nie lubię kotek, Filemonkowi wolno było wskakiwać na moje kolana i był prześliczny.

Cała Ja?

Egoistyczna, cyniczna, manipulatorka, ze skłonnościami masochistycznymi


,,Ile pojebów, tyle pojebanych teorii..."
10-06-2010 20:40
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,801
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #3
 
Chomiczek Karolek usnął w sędziwej starości między sprężynami dziadkowego łóżka, gdzie Karolek sobie gniazdko zrobił.

Świneczkę Dziunię uśpiłem, bo miała paraliż i niedowład kończyn.

Piesio Wasylek usnął w umiarkowanej starości (14 lat). Pożyłby dłużej, ale miał nowotwora, którego nie operowaliśmy, bo nie był bolesny, a szkoda było staremu przyjacielowi przysparzać cierpień.

Kociusieńka Rysio umarła w mękach potwornych. Zapadła na tajemniczą chorobę objawiającą się obrzękiem brzucha. Trudno było zdiagnozować przyczyny, przeszła wszelkie badania, dowiedzieliśmy się tyle, że organy wewnętrzne odmawiają posłuszeństwa. Dostaliśmy lekarstwa odwadniające i szło już ku lepszemu, aż po którejś dawce leku kociusieńkę odwodniło dokumentnie - zsikała się po wielokroć, a potem w konwulsjach i wrzeszcząc wyzionęła ducha w wigilijną nockę. Kiedy ją podniosłem, bo myślałem, że już nie żyje, jeszcze raz się wydarła, pomiotała i dopiero odeszła na serio. Do tej pory mi z tym źle, bo powinienem był uśpić, zamiast bezsensownie przedłużać cierpienie za namową durnych konowałów, którzy dawali maleńki procent szans, ale nie wiedzieli sami, na jakiej podstawie.

Potem jeszcze różne rybki, ale tu już się przyzwyczaiłem.

Teraz mam takie postanowienie, że nie będę leczył za wszelką cenę śmiertlenych przypadłości. Chociaż nie umiem sobie wyobrazić siebie niosącego Dzidkę lub Miśkę do uśpienia.

Z kociejami jest najgorzej, bo cierpią po cichutku, nic nie powiedzą, że coś dolega, instynktownie nie okazują słabości, a potem się okazuje, że już za późno, żeby skutecznie pomóc.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
10-06-2010 21:07
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,330
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #4
 
Myszowaty Aleksander zmarł ze starości, we śnie. Był najbardziej ekstrawagancką myszą, z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia - typ ekstrawaganckiego indywidualisty. Do ostatniego dnia biegał dzielnie w kółeczku.

Mysz Celina, też z przyczyn naturalnych zeszła. Żyła trochę krócej od poprzednika, co prawdopodobnie było uwarunkowane jej skłonnością do objadania się połączoną z lenistwem.

Pan Szczurek umarł na wstrętną chorobę, którą raz zwalczyłem, ale z jej nawrotem, po około rocznym okresie spokoju, sobie nie poradziłem. Ostatniej nocy umościłem mu gniazdko na podłodze i tak sobie obok niego leżałem, od czasu do czasu zraszając mu ryjek.

Pani Szczurzynka od początku była słabowita i strachliwa. Umarła dość młodo prawie z dnia na dzień, więc raczej nie cierpiała.

Kira i Lufa, moje 2 myszoskoczki, żyły bardzo długo razem, po czym K się wypaliła i padła trupem. Lu zniosła to nadzwyczaj dzielnie i jeszcze około roku kopała norki i zamieniała wszystko w wiórki. Ona również odeszła z przyczyn naturalnych, z dnia na dzień.

Dwie kolejne myszoskoczkinie pochodziły od nieodpowiedzialnego hodowcy i najpierw się okazało, że jedna była ciężarna i do tego faktu nie przygotowana - porzuciła maleństwa a gdy umarły, zakopała je w siusialni. Niedługo potem się okazało, że obie bidule cierpiały na jakąś chorobę, która zmiotła je z tego świata po stosunkowo krótkim żywocie.

O reszcie już nie będę pisał, żeby się za bardzo w melancholii nie pogrążać.

_____________________________

gone with the wind

10-06-2010 21:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pi Offline
(15 l.) mówi że jest sezon na sarny
*****

Liczba postów: 6,577
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 1
Post: #5
 
Blackie (I), jamnik wpadł pod samochód mając 2 latka, nie pamiętam tego, miałam wtedy 4 latka.

Blackie (II), jamnik wpadł pod samochód mając 2 latka, to już pamiętam i przeżywałam mając 6 lat.

Fanta, jamniczka, żyła sobie z 12-13 lat, wczołgała się pod samochód w piwnicy i nie mogliśmy jej znaleźć, potem się okazało, że była ciężarna z jakimś większym psem, ani ona ani małe nie dało się już uratować.

Gordon, cocel spaniel, w wieku 2 latek, niespełna 2 miesiące po Fancie zaczął uciekać i raz uciekł prosto pod samochód.




10-06-2010 22:10
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
jedna Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 7,991
Dołączył: Apr 2005
Reputacja: 0
Post: #6
 
Pierwszy pies, którego miałam, Mucha - zeszła gwałtowną śmiercią, choć się o tym dowiedziałam po kilku latach, wcześniej myślałam, że uciekła.

Jako dorosła już osoba, w domku miałam papugę Florcię, która przeżyła tylko rok rozbijając się o ścianę, po niej został wdowiec Florian, odszedł niedawno spadając we śnie w klatce. Jednocześnie był królik, Pan Królik lub Bags, przeżył 13 lat do starości.Miałam i mam rybki, niestety odchodzą kiedy chcą, choć niektóre mam ponad dwa lata.

Wkurza mnie ten motyl w Japonii!
10-07-2010 12:42
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
DeDe Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 1,317
Dołączył: Mar 2005
Reputacja: 0
Post: #7
 
W życiu miałam tylko jednego zwierzaka. Zawsze marzyłam o psie, a los zdecydował, że miałam kota. Kota, który był ciut jak pies...aportował patyki Smile Kota ukradłam z premedytacją sąsiadowi, a może to raczej kot wybrał mnie na swoją nową panią, na kogoś kto wreszcie będzie o niego dbał. Był cudny-biało-czarna krówka z czarnym nosem i umaszczeniem batmana, strasznie towarzyski-cierpiał jak nie miał komu władować się na kolana i gdy nie głaskało go tysiąc rąk. Cwaniak-umiał mnie tak wymanewrować,że bez problemu móg zlizać cukier puder ze świeżo upieczonego ciasta. Był cudnie złośliwy, mojemu małżowi, który za nim nie przepadał potrafił miałknąć w środku nocy do ucha i szybko się zmyć. Mnie słuchał się bezdyskusyjnie. Zawsze był głównym prezentem pod bożonarodzeniową choinką Smile Zawsze o nas pamiętał-przynosił nam upolowane myszy i ptaszki (gdy rano budził mnie wrzask mojej mamy to już wiedziałam co jest grane Wink ).Mam multum świetnych wspomnień związanych z tymi wspólnymi chwilami. Wiele razy go ratowałam z bójek z innymi kotami. Pewnego dnia zaczął nam marnieć w oczach i nie pomogli nawet najlepszy wet. Diagnoza brzmiała: białaczka. Walczyliśmy długo, ale kot cierpiał coraz bardziej,a lekarze nie dawali szans. Choć chciałam,żeby był z nami jak najdłużej nie chciałam,żeby dłużej cierpiał. Pochowaliśmy go pod jego ukochanym modrzewiem, dał nam prawie 10 lat radości. Mam nadzieję ,że teraz szczęśliwy biega za TM, a ja choć minęły już prawie 3 lata odkąd go nie ma wciąż za nim tęsknie Sad
10-22-2010 19:58
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Feth Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
Post: #8
 
Nienawidzę tego tematu.
10-22-2010 22:58
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Juliett Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 1,344
Dołączył: Jan 2009
Reputacja: 0
Post: #9
 
Dwa chomiki po prostu pewnego dnia znalazłam zimne i sztywne wśród wiórków, w klatce. Kota Freda przejechał samochód, wspólnie z dzieciakami z wioski zrobiliśmy mu pogrzeb i pomnik(!) . Kotka Mika po prostu sobie gdzieś poszła i nie wróciła, wątpię, że przetrwała i gdzieś sobie żyje, chociaż kto wie Smile Miałam jeszcze królika, oswojonego jak psa, zapadł na jakąś wiurosowa chorobę, która wtedy panowała w całej okolicy, po dwóch tyg. jeżdzenia do weterynarza na kroplówki, itd. niestety... Bociana też po długim leczeniu trzeba było uśpić, żeby się nie męczył, bo nic już nie pomagało.


Zawsze może być gorzej.


user posted image
10-23-2010 09:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Betty Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 968
Dołączył: Nov 2006
Reputacja: 0
Post: #10
 
Nie pamiętam jak odchodziły moje chomiki, miałam jako dziecko w podstawówce , praktycznie hodowlę, wynosiłam młode do sklepu, może dorosłe tez wyniosłam ? Mój pierwszy i najmądrzejszy piesek, kundelek Filutek ( wzięty ze schroniska), dostał padaczki pourazowej. Nie było takich leków jak dziś, dostawał prochy ale ... Wet uprzedzał, ze ataki będą coraz bardziej częste i mocniejsze, zawiozłam go uśpić. Do dziś to pamiętam, wciąż słyszę jego skowyt, Jezu. Potem był piękny owczarek niemiecki, którego zostawiłam w spadku rodzicom, kiedy wybyłam z domu, miał raka nerek i węzłów chłonnych, także był uśpiony. Już jako mężatka miałam cudownego mieszańca gończego( także ze schroniska, był już kilkuletnim psem po przejściach), był traktowany przez nas jak własne dziecko. Kiedy Wiki zaczynała chodzić, gryzł ją kiedy go dotykała, szukałam dla niego domu ale z marnym skutkiem, wet uznał, że jest tylko jedno rozwiązanie. Płakaliśmy przez wiele dni . Z gończym była równocześnie spanielka, którą odkupiliśmy od ludzi ze wsi, bo trzymali ją jako psa do budy. Na późną starość wzięli ją teście, mogła jeździć windą, tam po kilku latach zaczęła chorować , została uśpiona, już nic więcej nie można było zrobić. Marzę, by Maxi i Egida odeszły ze starości. Nie miałam szczęścia wcześniej praktycznie tego doświadczyć. Z jakąś swoistą zazdrością a jednocześnie z ogromną sympatią obserwuję psy staruszki, całe siwe, czasem wyliniałe ale szczęśliwe.
Kurna, poryczę się chyba po tych wspomnieniach.
Każdy z moich psów był kochany, każdy ma miejsce w mej pamięci i część skradzionego serca.

" W życiu piękne są tylko chwile "
10-28-2010 02:07
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pi Offline
(15 l.) mówi że jest sezon na sarny
*****

Liczba postów: 6,577
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 1
Post: #11
 
Z badań krwi wyszło,że Rufi ma mocznice, kroplówki, nic nie pomagało, z dnia na dzień stracił wzrok i miał problem z poruszaniem się. W poniedziałek o 11 uśpiliśmy Rufiego u pani weterynarz, która zajmowała się nim od maleńkości.
10-28-2010 10:53
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,801
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #12
 
:rip:

Dopiero co go poznaliśmy...

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
10-29-2010 14:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,330
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #13
 
[*]

_____________________________

gone with the wind

10-29-2010 14:44
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Feth Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
Post: #14
 
Ej, a jak sobie radzicie ze stratą zwierząt? Co sądzicie o natychmiastowym kupowaniu następnego? Czy to dobrze, bo pozwala skupić się na nowym czy nie w porządku wobec poprzedniego? Myślicie, że lepiej jest kupić zwierzątko tej samej rasy, żeby przypominało zmarłego, czy lepiej zupełnie innego?
01-06-2011 21:26
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,801
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #15
 
Nie wiem, jak można w takich kategoriach rzecz postrzegać: "to nie w porządku wobec tego, który był i już go nie ma". Martwego zwierzaka nie zaboli, że ktoś go zastąpił. Jak ktoś się czuje na siłach, niech bierze szybko następnego, najlepiej takiego, który jest w potrzebie i będzie dla niego dobrym opiekunem. Czy podobnego, czy z innej beczki - dla mnie nie ma znaczenia chyba, bo każdy stwór jest indywiduum. Będę jedno porównywał do drugiego, będę tęsknił za poprzednim i będzie mi przykro na myśl o nim, ale się potrafię cieszyć każdym zwierzakiem i znajdować w nim coś, co czyni go wyjątkowym.
Jako człowiek, który nie wyobraża sobie sytuacji, w której nie ma żadnego sierściucha w domu, myślę sobie, że najlepiej dla mnie jest mieć kilka zwierząt, skupić się na tym, które zostało, kiedy któreś zdechnie, zachować ciągłość. Pewnie, że jak przychodzi na któregoś pora, sobie z pełnym przekonaniem powtarzam, że już nie chcę psa/kota. Ale to nie ze względu na to, że chcę być fair, tylko z czystego egoistycznego strachu i niechęci przed powtórką z "rozrywki" w postaci zwierzęcego umierania. W praktyce - najdalej po kilku miesiącach że niby od niechcenia zaczynam przeglądać anonse bezdomnych piesków i kotków.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
01-06-2011 21:46
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Kontakt | | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS | CSS Valide !