Mam więc do Teardrop pytanie. W jaki sposób szkoła Ci to zrobiła?
Hmmm… Dziwna to będzie teza, ale szkoła uczy kłamać. Nikt nie będzie tu głaskany po głowie za wyrażenie swojego zdania, więc musisz się kamuflować, żeby przypadkiem nie trafić na czarną listę danego nauczyciela. Oczywiście na początku niektórzy próbują to zmienić… No i źle na tym wyszłam, bo za takie coś dużo traci się w oczach co niektórych osobników z kadry nauczycielskiej. I co z tego, że zyskuję w swoich, gdy tak dużo tracę w ich? Gdyby niczym się to nie objawiało, to ok., ale tak akurat nie jest. Raz zostałam tak doszczętnie zgnojona, że ledwo powstrzymywałam łzy. Najlepsze jest to, że taki nauczyciel zrówna Cię z ziemią, a Ty praktycznie nie masz szansy obrony.
Jak ktoś przychodzi do LO, to ma już ustalony jakiś program nauczania, który niestety nauczyciele sobie zmieniają. Wg swojego widzimisię realizują rozszerzony program pewnych przedmiotów podczas gdy ustalony z góry był podstawowy. Co to oznacza? Jeszcze więcej pracy, której i tak jest nadto. Uczeń zakuwa po nocach tylko po to, by usłyszeć, że nic nie umie. Czasem wychodzi na to, że w klasie matematyczno-informatycznej uczniowie nie spędzają największej ilości czasu na uczeniu się z matmy czy fizyki, ale trwonią go na historię, żeby przejść z klasy do klasy, bo nauczyciel nie potrafi zrozumieć, że tutaj jego przedmiot nie jest na podium. To powoduje frustrację, bo profile klas powinny być po to, by już jakoś się ukierunkować…
Nadmienię tu także cenzurę, ale nad tym akurat nie chcę się rozwodzić, bo jest to jeszcze za świeże.
Dyrektor, który wszystko bagatelizuje, odrzuca wszelkie petycje etc. Raz próbował wg mojej mamy zastraszyć rodziców, którzy zwrócili się do niego z pewną prośbą. Dlaczego nauczyciel wykładający jakiś przedmiot ma wiedzę mniejszą od uczniów i mimo to dalej utrzymuje się na swoim stanowisku?
Nieprzestrzeganie regulaminu… Człowiek (uczeń) ma jakieś granice wytrzymałości. W regulaminie są chyba 2 albo 3 możliwe sprawdziany w ciągu tygodnia. Ale kogo to obchodzi? Niech będzie 5… Niech uczeń ryje dzień i noc, co i tak jest bezsensowne, bo nie da się ogarnąć wszystkiego. No to wybiera się ileś sprawdzianów na które się idzie w tym tygodniu, a reszta – wagary i zaliczenie po terminie (w wersji trudniejszej zazwyczaj). Rodzice wysłuchują potem na zebraniach o tym jaka jest frekwencja etc, że uczniowie podrabiają usprawiedliwienia… a gówno prawda. To właśnie rodzice piszą usprawiedliwienia, bo trzeba być głupim, żeby wysyłać dziecko do szkoły po niepozytywny stopień.
Ktoś tu pisał, ze trzeba polegać na podręcznikach... Oczywiście, że tak, jeśli komuś zależy na dobrych stopniach i dobrze zdanej maturze. Nauczyciele nie wyrabiają się z programem. Trzeba podkreślić, że kiedyś taki sam przerabiano w ciągu czterech lat, a teraz mamy na to 2,5 roku. Ale tutaj akurat problem leży gdzieś wyżej.
Nauczyciel, który rozprawia na swoich lekcjach o tym, że dziewczyna jest gorsza od chłopaka, i który głupkowato się uśmiecha, gdy z nim polemizuję.
Nauczyciel, który ma opinię zboczeńca (nie zgłębiam się, bo mnie akurat nie uczy, ale słyszałam o nim trochę).
Kompletne nieposzanowanie ucznia i tyle.
No i generalnie stres, stres, stres…
Moly napisał(a):Cytat: (Moly)
Teatdrop
Nie możesz zmienić szkoły, to zmień szkołę.
Nie, nie mogę. W moim mieście jest tylko jedno liceum. Mam do wyboru jeszcze technikum, którego nie chcę kończyć, bo w przyszłości zależy mi na dobrych studiach, a więc ukończenie liceum to dla mnie jakiś priorytet. Sądzę, że gdyby w mieście było jeszcze jedno LO, to wyglądałoby to inaczej. Byłaby jakaś konkurencja, a więc pewne zachowania byłyby wtedy niepożądane (teraz też są, ale nikt się tym nie przejmuje).
Zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie to wszystko.
'Bo wszyscy, w taki czy w inny sposób, jesteśmy szaleni.'