Mam nadzieję, że nikogo na wstępie nie zniechęcą naturalistyczne opisy. Były one bowiem konieczne w kontekście wymowy utworu. Całość raczej krótka, dotyczy poszukiwania istoty człowieczeństwa
SPOTKANIE
Wiał orzeźwiający wiatr, a słońce tylko chwilami gasło za pędzonymi nim w imponującym tempie śnieżnobiałymi chmurami, gdy X wychodząc z lasu na niewielką polanę, zobaczył go po raz pierwszy. Leżał wśród traw otoczony wonnymi ziołami, a nad nim szumiały brzozy. Zdawał się podejmować wszelkie próby, aby nie wchodzić nikomu w drogę. Nie ruszał się i oddawał się temu zajęciu z podziwu godną starannością.
Gdy X podszedł bliżej, natychmiast stwierdził, że trup nie wyróżnia się niczym szczególnym i oprócz tego, że leży i śmierdzi, jest całkowicie nieszkodliwy. Z bliska całość wyglądała obrzydliwie. Mięso musiało gnić już parę tygodni, bo odór był wszechobecny na całej polanie. X nie był pewien, czy wystające sponad kurtki resztki są pokryte skórą, czy to już głębsze tkanki obnażone z pomocą uczynnej fauny leśnej. Jeśli chodzi o wierzchnie okrycie trupa, to wyglądało na więcej niż porządne i X nie bez odrobiny żalu przyznał w duchu, że powinien przyjść tu kilka tygodni wcześniej, zanim ubranie przesiąknęło odorem tego bezkształtnego ścierwa będącego jego zawartością i kiedy jeszcze można by zrobić z niego użytek. Zielonkawo-popielata twarz trupa przedstawiała sobą obraz pokrytej bruzdami sterty jakiegoś strasznie niezdrowego gówna, w którą ktoś na dodatek wetknął mające imitować oczy tandetne, białe piłeczki. Im bardziej X zbliżał się do mięsa, tym odczuwał większą do niego niechęć. Niechęć ta przeradzała się kolejno we wstręt i nienawiść, gdy X stanąwszy tuż nad głową trupa zdał sobie sprawę, że będzie teraz zmuszony zagłębić rękę w otchłani jego cuchnącej kieszeni. Zwłoki zdawały się szydzić z X-a, wykrzywiając resztki twarzy w złośliwym grymasie. Ten przemógł się i włożył rękę do kieszeni spodni denata. Czując charakterystyczny kształt skórzanego prostokąta, wyciągnął pospiesznie dłoń wraz z zawartością. Teraz trzymał portfel. W środku uchowały się dwa wymięte papierki. Nie były wiele warte. Lepsze niż nic - pomyślał X. Niespodziewanie z portfela wysunęło się jeszcze coś, lądując bezgłośnie na wilgotnej trawie - plastikowa płytka ze zdjęciem. X odruchowo sięgnął po nią. Zabawne, po co trupowi dowód tożsamości - przemknęło mu przez głowę. Jego uwagę przykuła fotografia szczupłej, opalonej twarzy o ostrych rysach i wydatnym nosie; "Carlo Perotti, rok urodzenia 1966". Carlo Perotti patrzył na X-a ze zdjęcia ciepłym i inteligentnym wzrokiem, podczas gdy ten podświadomie musiał przyznać, że nigdy nie był tak przystojny, ani nie posiadał tak pięknych, bujnych i czarnych włosów. X przeniósł wzrok z fotografii w miejsce, gdzie trup posiadał resztki twarzy. Czyż to możliwe? Bezkształtne bruzdy na kupie niezdrowego gówna przybrały postać twarzy Carlo i X z przerażeniem odwrócił głowę. Zastanawiał się, czy u jego stóp leży trup, czy Carlo. Gdy zerknął
ponownie, odczuł ulgę widząc znów tylko trupa. Nie był pewien, czy to Carlo jest trupem, czy trup Carlem. Jedno nie ulegało wątpliwości - ten trup zasługiwał na to, by śmierdzieć w osamotnieniu na tej leśnej polanie, skoro przez 39 lat podszywał się pod Carlo Perottiego, oszukując tym samym wszystkich, którzy kochali, podziwiali albo lubili Carlo Perottiego, i w haniebny sposób ukrywając fakt, że jest śmierdzącym, budzącym odrazę trupem. Nic dziwnego, iż nikt z rodziny czy przyjaciół nie zdobył się na to, by go stąd zabrać. X odrzucił portfel i dokument, spoglądając po raz ostatni na denata. Dopiero teraz dostrzegł bujną czuprynę doczepioną do reszty zwłok. Oddalił się pospiesznie, odczuwając coraz większe nudności.
Na polanie po odejściu X-a nadal unosił się mdlący odór, a z pozostawionego na trawie dokumentu ze zdjęciem spoglądał ciepłym i inteligentnym wzrokiem Carlo Perotti.