Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Marnotrawienie żywności i potrawy z resztek
Autor Wiadomość
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,806
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #1
RE: Marnotrawienie żywności i potrawy z resztek
Nop. Dla mnie to temat ogromnie fascynujący, bo kupuję bardzo mało jedzenia, tyle, ile mogę zjeść. Wiktor kupuje dużo jedzenia, ale też jest w stanie wszystko zjeść. Natomiast pamiętam, że w domu rodzinnym, stale lodówka pękała w szwach, a miało się wrażenie, że nie ma nic do jedzenia. Zawsze był nadmiar pieczywa, wędlina, która nie doczekała się zjedzenia, podpleśniały ser bynajmniej nie pleśniowy, na obiad zawsze mama gotowała jakby miały przyjść jeszcze ze dwie osoby, potem nakładała nam furę jedzenia, twierdząc, że musi rozłożyć to co ma we garnku. Nie byliśmy w stanie wszystkiego zjeść, więc dużo resztek z talerzy wędrowało do kosza.

Jak jest u Was? Jesteście przedstawicielami społeczeństwa konsumpcyjnego, które wydaje na jedzenie kupę kasy, a potem mnóstwo jedzenia wyrzuca?
No i - macie jakieś sposoby zagospodarowania resztek produktów i potraw, czerstwego pieczywa czy co zostanie, wyrzuca się jako towar gorszej kategorii?

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
10-25-2009 15:30
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Juliett Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 1,344
Dołączył: Jan 2009
Reputacja: 0
Post: #2
 
Szkoda mi wyrzucać jedzenia, a zwłaszcza chleba. U mnie w domu gotujemy trochę więcej niż zjemy jednego dnia, ale drugiego zawsze zupę można odgrzać. I to jest lepsze, bo po szkole nie mam czasu stać przy kuchni i gotować sobie zupy, a jakichś fast foodów na obiad nie jem. Jak już coś zostanie i spleśnieje, to się wyrzuca, no co zrobić. Ale mieszkam na wsi, zawsze takie żywieniowe odpadki wrzucamy do wiadra i dajemy sąsiadce, ona ma kury, świnie, itp, zawsze gdzieś to wrzuci. No i poza tym mamy wszystkożrącego psa, który zje każdą kanapkę, mleko, zupę, mięso i ciasto naraz. Więc problemu nie ma. Zawsze coś się gdzieś upchnie. ;d

Zawsze może być gorzej.


user posted image
10-25-2009 16:03
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dellay Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 4,156
Dołączył: Apr 2008
Reputacja: 0
Post: #3
 
Nie lubię wyrzucać jedzenia i zawsze staram się zrobić mniej, abym mogła później zjeść zakupione lub zrobione przez siebie jedzenie. Niestety czasami kończy się tak, że trzeba coś wyrzucić do śmieci. Robię to jednak z ciężkim sercem :]

""When the world goes mad, one must accept madness as sanity since sanity is, in the last analysis, nothing but the madness on which the whole world happens to agree." <=> G. B. Shaw
10-25-2009 16:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Feth Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
Post: #4
 
U nas zawsze zostaje sporo chleba, bo lubimy mieć codziennie świeże pieczywo. Gdy wiemy, że czegoś już nie zjemy to tniemy w plasterki / kostkę i później zanosimy konikom do stajni, albo dla psa sąsiada. Ewentualnie ja chodzę karmić kaczki takim pieczywkiem. Mamie zdarza się narobić jedzenia za dużo na obiad, ale wtedy żywimy się tym przez kilka dni na przykład. Wyrzucamy w zasadzie tylko gdy nam coś zapleśnieje w lodówce, a więc często jakieś moje serki topione albo czosnkowe na kanapki. Pieczywo tostowe też nam często łapie pleśń. Z tymi serkami to tak jest dlatego, że mam na coś ochotę, potem mama kupi jeszcze kilka, wszystkie są otwarte, a potem leżą i nikt ich nie je. Alie generalnie jakoś często się nie zdarza wyrzucanie żarcia.

No. A jeśli mamie zostaną jakieś resztki typu mięso albo wygotowane warzywa z zupy to też zawsze jeszcze wykorzystuje do czegoś, albo Tomasz zjada to co lubi. A potem jeszcze Sfinksi dogryza i wylizuje talerze.

Tak poza domem to ja często nie mogę dojeść - czy to kanapki na drogę, czy w jakiejś restauracji, czy zwykłym fastfoodzie - jeśli mam ze sobą Szczura to się nic nie marnuje. Wystarczy się przeciągnąć, mruknąć "o jezu, już nie mogę..." i jedzenie szybko znika sprzed mojego nosa Big Grin
10-25-2009 17:43
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,331
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #5
 
U mnie to różnie bywa. Staram się nie zaopatrywać się na zapas, ale czasem coś się zależy i trzeba wyrzucić. Najczęściej jest to pieczywo.

Ale jak byłem w UK, to tam bardzo głośno było o tym ile Brytyjczycy wyrzucają. W szale promocji kupują wszystko w ogromnych ilościach i nijak przejeść tego nie mogą. Pamiętam, że opublikowane były jakieś raporty wykazujące ile żarcia przeciętny Brytyjczyk wyrzuca rocznie. Nie pamiętam tych cyferek, ale pamiętam, że się nieźle zszokowałem tą ilością, co to na stracenie szła.

_____________________________

gone with the wind

10-28-2009 15:17
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Feth Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
Post: #6
 
Gregu, wyrzucanie pieczywa to najgłupsze co można robić w kwestii wyrzucania jedzenia. Jak wiesz, że nie zjesz to niech nie leży - pokrój i daj kaczuchom. Albo wysusz i zanieść konikom.
10-28-2009 18:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,806
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #7
 
Nigdy nie wyrzuciłem chlebka do kosza. U nas w domu był jakiś kult pieczywa, całowało się chlebek kiedy upadł i odprawiało się inne gusła, z kreśleniem znaku krzyża na nowym bochenku włącznie. Coś mi z tego zostało, bo nie umiem nawet okruchów zgarnąć do śmieci.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
10-28-2009 18:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pi Offline
(15 l.) mówi że jest sezon na sarny
*****

Liczba postów: 6,581
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 1
Post: #8
 
W domu zazwyczaj miałam pełną lodówkę, ale z racji tego, że rodzice prowadzą sklep, to jakoś wszystko na okrągło było zjadane i donoszone. Jasne, że nie raz zostawał kawałek żółtego sera z grzybkiem czy jakaś resztka wyschniętego mięska, ale zazwyczaj wszystko było zjadane... głównie przez tatke, który nie potrafił sobie odmówić czegokolwiek z krótszą datą ważności...A obiadki nie licząc odświętnych dostawaliśmy już po-porcjowane tak, że każdy był w stanie tyle zjeść ile dostał - jakieś takie rodzinne wyczucie mamy ile się na talerzu jedzenia zmieści :>
A co sie nie zmieściło, a pieski mogły zjeść, to były szczęśliwe (tatko też, bo twierdzi, że pies jest w niebie jak może ludzkie żarcie jeść).

Teraz mieszkając z sis, też jest podobnie, kupujemy tylko tyle i tylko to co wiemy, że pochłoniemy zanim się zepsuje. Chlebek to sobie zaczęłyśmy same co jakiś czas piec z jakimiś nasionkami i innymi niespodziankami.
Z racji braku stołu dalej podtrzymujemy tradycje porcjowania od łebka obiadów.
Z racji braku miejsca nie chomikujemy rzeczy na które moglibyśmy mieć ochotę, tylko wychodzimy i je sobie kupujemy jak potrzeba.
Z racji oszczędności wole zjeść niż wywalać... na starówce muszę płacić za worki na śmieci, a one nie są zbyt pojemne.

W momencie jedzenia na mieście, na oko zamawiam tyle ile zjem, ew. proszę o opakowanie i później odgrzewam sobie w domku. Jak jestem gdzieś z M. to podobnie jak Feth, tylko, że nie komentuje, a po prostu wpycham M. do buzi, co by nie marudził i zbierał siły na siłkę :>

Acha... ale żeby nie było...
Ostatnio ( od 2 miesięcy jakoś nie mamy światła w lodówce) znalazłam zagrzebany w tyle lodówki dżemik truskawkowy z grzybkiem.
10-28-2009 19:19
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,331
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #9
 
Feth napisał(a):
Cytat: (Feth)
Gregu, wyrzucanie pieczywa to najgłupsze co można robić w kwestii wyrzucania jedzenia. Jak wiesz, że nie zjesz to niech nie leży - pokrój i daj kaczuchom. Albo wysusz i zanieść konikom.

W tym problem, że u nas kaczuchy przejedzone są i spora część stawu pokryta jest rozmokniętym chlebem; gołębi nie trawię i na pewno ich karmić nie będę; koników żadnych w pobliżu nie ma, ani innych zwierzątek, co to by chlebkiem nie pogardziły...

Nie wyrzucam tego chlebka z przyjemnością i zawsze jak widzę jakąś perspektywę jego niezmarnowania - korzystam. A tak w ogóle to wg. różnego rodzaju sondaży, pieczywo jest najczęściej wyrzucanym jedzonkiem.

_____________________________

gone with the wind

10-28-2009 20:45
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Juliett Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 1,344
Dołączył: Jan 2009
Reputacja: 0
Post: #10
 
Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak ten chleb wyrzucają.

A wgl, byłam dzisiaj nad rzeką, karmiłam łabędzie. Kaczek nie było, a czekałam na nie specjalnie. ;]

Zawsze może być gorzej.


user posted image
10-28-2009 23:42
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Elliottka Offline
Member
***

Liczba postów: 106
Dołączył: Jan 2009
Reputacja: 0
Post: #11
 
cóż. Lodówka jest zawsze pełna i nic sie nie marnuje. Najwyraźniej 4 osoby wystarczą aby pożreć 10 kg mięcha, 10 lub więcej nabiału i z 20 kg zywych owoców.

Zupy mama gotuje na dwa dni. zjadamy je do końca skubiąc mięsko. Zasuszone resztki chleba odwozimy do cioci na wieś lub karmimy kaczki. ;]

Lubię spacerki,
grać w gierki
Taplac się w błotku,
siedzieć na płotku
Patrzeć na niebo,
włazić na drzewo
11-07-2009 19:41
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
elfik Offline
Member
***

Liczba postów: 63
Dołączył: May 2008
Reputacja: 0
Post: #12
 
Resztki chleba stawiam w reklamówce przy śmietniku, zawsze ktoś zabierze taki wysuszony chlebek. A jeśli zostaje wędlina, jakieś mięso to zamrażam, a potem do bigosu wrzucam, albo mielę wszystko co zostało i jakiś pasztet robię.

Zbyt krótko żyjemy, aby odmawiać sobie jeśli bardzo chcemy.
11-13-2009 20:42
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Olka Offline
(12 l.) Nie ma klasy ani chłopaka
*****

Liczba postów: 3,197
Dołączył: Mar 2006
Reputacja: 1
Post: #13
 
Nie lubię wyrzucać jedzenia :| I rzadko kupuję sobie rzeczy, których nie jem, najczęściej moi rodzice - siedzą w lodówce cztery sery, parę rodzajów wędlin a my w trójkę ino, to tego nie jemy - i to ja jeszcze, co nie jem wędliny. Nadmiar kiełbasy jest zawsze wyrównywany przez tatę, on zje w każdej ilości, a mama rzadko bywa w domu, jednak jak już coś ugotuje, to się nie zmarnuje. Chyba, że rosół z mojego talerza Tongue
Nadmiaru niestety nie ma jak się pozbywać, nie mieszkam na wsi, nie mam wszystkożrącego psa, ten chleb stary wieszam na śmietniku to fakt, ktoś weźmie. Żal mi jest wyrzucać jedzenie i smutno, jak jakaś zupa po Oli wyląduje w kibelku, także wolę zawsze odlać do garnka, bo ktoś zawsze coś jeszcze weżre.

user posted image
11-13-2009 21:38
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Daeindteli Offline
Junior Member
**

Liczba postów: 23
Dołączył: Nov 2009
Reputacja: 0
Post: #14
 
Nienawidzę marnować jedzenia. Moja była ma powiedzonko "Lepiej odchorować, niż ma się zmarnować". I może nie stosuje się do niego ale bulwersuje się strasznie jak u mnie w domu ktoś usiłuje wyrzucić prowiant.

Everything has a Price...
12-03-2009 12:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Wiktor Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 2,190
Dołączył: Jun 2006
Reputacja: 0
Post: #15
 
Daeindteli+03-12-2009, 11:40test napisał(a):
Cytat: (Daeindteli @ 03-12-2009, 11:40)
"Lepiej odchorować, niż ma się zmarnować"


Nie znałem tego powiedzenia, a jest mądre i można się nim posłużyć w wielu sytuacjach. Np. kiedy matka jęczy, żebym nie zjadał resztek po kimś, bo może mi dołożyć z garnka.
12-03-2009 15:45
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Kontakt | | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS | CSS Valide !