No więc może ja się wypowiem, jako jeszcze niedoszły, ale prawdopodobnie za rok już tak - świeżutko upieczony (jak to brzmi...

) belfer.
Jeśli chodzi o lektury szkolne i sposób ich wprowadzania w szkołach, od podstawówki do liceum, rzeczywiście jest tak, ze bardzo czesto uczniowie zniechecaja sie do literatury wlasnie "dzieki" omawianiu dziel literackich w szkole. dlaczego? glownie przez to, ze kanon lektur traktowany jest w szkole jak swietosc, obowiazek i koniecznosc. nauczyciel twierdzi, ze musi, absolutnie musi swym uczniom wbic do glowy, ze "Slowacki wielkim poeta byl", a Kochanowski to bardzo wazna persona.. i tak dalej.. Wszystko w porzadku, bo sama prywatnie jestem zdania, ze kazdy powinien znac najwazniejsze pozycje z literatury polskiej/ew. obcej, jednakze prawdziwym problemem jest to, w jaki sposob sie owe lektury omawia. zazwyczaj jest to powtarzana przez nauczyciela regulka: czytacie lekture-sprawdzian z lektury-omowinie epoki-geneza dziela-charakterystyka bohaterow, motywow, wydarzenia-wymowa dziela-pojecia teoretycznoliterackie, odnoszace sie do dziela... (niepotrzebne skreslic) ->same regulki, prosta procedura, a wszystko w atmosferze nieustajacego pospiechu, bo w koncu nalezy nadazac z materialem... wspolczesne tendencje dydatktyczno-metodyczne daza do zmiany tego schematu, wg nich lekcja jezyka polskiego, zwlaszcza ta, na ktorej omawia sie lekture, zamiast suchego opisu winna zajac sie czyms wiecej. nauczyciel polskiego powinien omawiac lekture w kontekscie zawartych w niej wartosci - takich, ktore przemowia do ucznia, dadza wiedze o swiecie, poglebia wiedze o czlowieku; uczen powinien umiec interpretowac dzielo (ale nie tak, jak to sie zwykle robi, czyt."co poeta mial na mysli"), powino sie tak poprowadzic lekcje, by uczniowie sami dochodzili do pewnych wnioskow... oczywiscie wazna jest wiedza ogolnoliteracka, epoki, kontekst filozoficzno - kulturalno - spoleczny, bo przeciez z tego pisze sie wszystkie egzamin, jednakze najwazniejsza funkcja nauczania polskiego wtedy, gdy omawia sie dziela literackie, powinna polegac na tym, by do lektury podchodzic jak do materialu umozliwiajacego osiagniecie pewnych celow wychowawczo-dydaktycznych - by lektura owocowala przemysleniami, odniesieniami do rzeczywistosci. powinno..ale nie zawsze tak jest. ktos wyzej pisal o lekturach, ktorych juz w kanonie nie ma badz sa bardzo rzadko - z tego, co mi wiadomo Gombrowicz czy Schulz nie maja lekko z tego powodu, iz sa kwalifikowan jako "wyjatkowo trudni, niejednoznaczni i niejasni" autorzy. to samo tyczy Witkacego... Sienkiewicz tez raz jest, raz go nie ma - specjalisci twierdza, ze nie jest wystarczajaco dobry jak widac...
oczywiscie mozna by zmienic liste lektur, pozwolic uczniom miec wplyw na to, co chcieliby omawiac - istnieja jednak 2 ciemniejsze strony tego pomyslu: uczniowie moga sami nie byc zdecydowani na konkretne ksiazki/wiekszosc z pewnoscia mialaby odmienne zdanie/w rezultacie i tak byloby ilustam niezadowolonych, po drugie - jedna liste zamieniloby sie na druga, co mogloby okazac sie brzemienne w skutki, bo jesli ktos nie czyta z zasady, bo przeraza to "lista" sama w sobie, na kolejna moze zareagowac podobnie...
ze swej skromnej strony mysle, ze wszystko zalezy od tego, w jaki sposob mowi sie o lekturze na lekcji. jesli jest to suchy wyklad czyniony uczniom, ktorzy maja poslusznie robic notatke, to niestety... ale bywa i tak, ze nauczyciel potrafi wpoic zainteresowanie literatura, bo wie, co w niej zaakcentowac, jak zachecic uczniow do dalszej jej eksploracji... poza tym, nie kazdy musi byc literaturoznawca, po co zatem katowac zawczasu masakryczna iloscia informacji nieprzydatnych dla wielu? no bo ilu z nas pamieta dzisiaj pod jakim drzewem zostal pochowany Werter?
tak czy siak - lektury tak, ale omawiane w sposob, ktory zmotywuje do dalszego poznawiania literatury, ba!, do poznawanie siebie i swiata dzieki lekturze (a nie wszystkie dziela maja taka moc). tak, choc nie wszystkie i dostosowane do kategorii wiekowej, z mozliwoscia zasygnalizowania przez uczniow kilku wlasnych zainteresowan czytelniczych..