Teraz to już na nikogo. obserwując łatwość z jaką największe ugrupowania kruszą się na miał, dokonują transferów i przymierzy - rządzą ludzie bez poglądów i powołania, gotowi na każde świństwo, byleby wypłynąć. Obojętne na kogo zagłosuję, ponieważ i tak nie wiem, jakie oblicze przyjmie wybrana przeze mnie partia już po wyborach i z kim wejdzie w układ. Jeśli ktoś nie potrafi być lojalny wobec kolegów z partii, którą założył, bez wysiłku wypnie się na głosujących (przypadek Płażyńskiego). Jeśli przed samymi wyborami ktoś, kto nadaje charakter partii z dużymi szansami, wycofuje się z powodu żony, która chce sobie właśnie teraz popróbować polityki - dla mnie nie ma jaj i daje dowód temu, że nie traktuje poważnie obietnic, które złożył przed poprzednimi wyborami Polakom. Jeśli ktoś zniża się w kampanii do poziomu i retoryki PiS (Tusk) dla mnie niczym się nie rózni od Kaczyńskiego, a na Kaczyńskich i ich naśladowców głosował nie będę.
Na Kwaśniewskiego tez nie zagłosuję. Oczywiście, że jest wolnym człowiekiem i może sobie robić, co chce, ale jeśli jeszcze w trakcie kampanii pozwala sobie na popijanie przed wystąpieniami publicznymi, to ja się odcinam grubą krechą od tego pana. Trzeba być debilem, żeby zaliczyć taką wpadkę tuż przed wyborami. Wstyd, ze traktowałem go jak postać z przywarami ale pozytywną. Teraz skompromitował nie tylko siebie, ale i tych, którzy na niego zagłosują w poczuciu, że odbijają Polskę z rąk psychopatów. Generalnie - wielu porządnych ludzi ma poglądy lewicowe, ale polska lewica polityczna właśnie splunęła pod wiatr. Kwaśniewski się uchyli, ślina rozbryźnie się radośnie na twarzach tych, którzy za nim staną.
Nie zagłosuję na LPR, bo to nie moje klimaty i nie mój interes. Przy okazji - szkoda, że praktycznie tylko Roman wydaje się osobą zdolną do krytyki konstruktywnej. Nie zgadzam się z jego poglądami, ale jest osobą w sejmie aktywną, przygotowaną na merytoryczną dyskusję i konsekwentną. LPR ma przejrzysty program, stawia wymagania koalicjantom, nie traci wyrazistości nawet będąc przystawką i w ogóle pełen bajer. Łał. Gdyby Tusk tak potrafił, miałby zwycięstwo w kieszeni, a ja czułbym ulgę, nie niesmak.
Samoobrona... Momentami było śmiesznie, ale co za dużo to niezdrowo.
PSL - nawet ich lubię. Tzn - lubię ich aktualny sposób bycia i uczestnictwa w debacie politycznej, ale to wszystko.
PiS - szczerze mnie przeraża.
Położę się i przeczekam w pozie zdradzającej napięcie, aż pojawi się ktoś, na kogo głosować warto. Skoro tyle czasu żyję w ogólnym pierdolniku, kolejne parę lat mnie nie zbawi. I tak doświadczenie mówi mi tyle, że oni sobie, a my sobie - każdy sobie rzepkę skrobie. Ci na górze to wbrew temu, co o sobie mówią, nie Polska, tylko kierowcy autobusu. Jeśli kierowca to wariat i adrenalina osiąga poziom trudny do wytrzymania - ludzie wyskakują w biegu i sam tak zrobię. Albo będę sobie Polakiem z daleka od Polski albo zmienię robotę i przestanę czytać gazety, bez szczególnych wyrzutów sumienia. Podczas długotrwałej jazdy bez trzymanki można doznać wyłącznie poczucia odrealnienia i nudności. Politycy niech sobie prowadzą prywatne wojny, skoro i tak nie mam na to wpływu. Nie mam wpływu, bo wybieram coś, a tego nie dostaję albo co gorsza - dostaję coś, czego chciałem Polsce oszczędzić. Tylko powszechny bojkot wyborów byłby wyraźnym sygnałem niezadowolenia z poczynań polityków. A do tego nie dojdzie. Rok temu wszyscy rzygali na PiS, sondaże wskazywały, że 3/4 respondentów nie ma do tych ludzi zaufania. Ale i tak połowa z tych, którzy nie mają zaufania, zagłosuje na PiS dla samej zasady obrony przed komuchami i liberałami, a potem będą kisić się we własnych sokach. I adekwatnie - zwolennicy PO. A na górze - dupodajstwo polityczne, intrygi, przedziwne transfery i koalicje z oszołomami i klaunami będą na porządku dziennym, bo lojalność wobec wyborcy kończy się po wyborach.
Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
|