No i nadeszła moja kolej: Brudas do brudasa: -Jeszcze raz będziesz wbijał gwoździe moimi skarpetkami to połamie Ci prześcieradło! =================== Przerwa obiadowa w pracy, wszyscy jedzą, a jeden koleś w ogóle nie patrzy co ma wyje*** za okno i mówi: Znowu z serem, którego nienaiwdze. Sytuacja powtarza się kilka razy, wkońcu kolega tego koleżki: -Ej, nigdy nie patrzysz z czym masz uszykowane, a mówisz, że z serem i wyrzucasz. -No, przecież sam se szykuje! =================== W małżeńskim łożu namiętna scena erotyczna, nagle rozlega się głośne pukanie do drzwi wejściowych. Przerażona kobieta krzyczy: - Jezus Maria, to mąż! Mężczyzna nie zwlekając wskakuje pod łóżko. Po dłuższej chwili absolutnej ciszy wyczołguje się spod łóżka, siada na jego skraju, wzdycha, ociera pot z czoła i mówi: - Eh, widzisz żono, oboje mamy zszarpane nerwy... ==================== Przychodzi facet zadowolony krzyczac: -Jozka wygralismy w totolotka pakuj sie! - A co wyjezdzamy? -Nie, wypieprzaj! ==================== Rozmowa małżeńska: - Aniu, wczoraj czytałem tyle książek o wadach palenia i picia, że postanowiłem to rzucić... - Palenie, czy picie? - Czytanie... ==================== Idzie policjant i widzi mundurowego z pingwinem i się pyta kolegi: -Skąd masz tego pingwina? -No jakos się przybłąkał, jest i nie wiem jak się go pozbyć. -Hmmm... no nie wiem, idź z nim do Zoo. Po kilku godzinach się spotykają i ten z pingwinem 3ma go za ręke, a 2mu się pyta: -Ej, a Ty jeszcze z tym pingwinem, miałeś z nim iść do Zoo. -No tak byłem w Zoo, a teraz idziemy do kina. ==================== Poszedł ksiądz na targ kupić coś do jedzenia bo miał mieć w parafii wizytację biskupa i biskup miał zostać na kolację. Podszedł do gościa z rybami i mówi: - O jaka piękna, duża ryba! Sprzedawca na to: - Pięknego skur***iela złapałem - co? Ksiądz się obruszył: - Panie, ja wszystko rozumiem - piękna duża ryba, ale żeby zaraz przy księdzu takie epitety - wstyd! Sprzedawca wyjaśnia: - Ale proszę księdza - skur***iel to jest nazwa tej ryby, tak samo jak płotka, okoń czy pstrąg. - Aaa no to w porządku. Poproszę tego skur***iela. Przygotuję go na kolację z biskupem. Przychodzi ksiądz na parafię pokazuje rybę siotrze zakonnej. Zakonnica: - O jaka piękna duża ryba. A ksiądz na to: - Ładnego skur***iela kupiłem co? Zakonnica: - Ale co ksiądz - takie słownictwo? A ksiądz wyjaśnia, że to ta ryba się nazywa skur***iel - tak jak inne płoć czy szczupak. - Aaaa - to rozumiem. Ksiądz polecił zakonnicy żeby ta przygotowała skur***iela na kolację z biskupem. Stoi zakonnica w kuchni, skrobie rybę a tu wchodzi kucharka. - O jaka piękna duża ryba - mówi kucharka. Siostra na to: - Piękny skur***iel - prawda? Ależ co siostra? Nie poznaję! - obrusza się kucharka A siostra, że to ta ryba się nazywa skur***iel - tak jak inne się nazywają karp czy lin. Siostra kazała przygotować skur***iela na kolację z biskupem. Wieczorem przyjeżda Biskup - siada przy stole z księdzem i zakonnicą. Kucharka wnosi główne danie - rybę. Ksiądz biskup: - Jaka piękna duża ryba! Na to proboszcz: To Ja tego skur***iela znalazłem i kupiłem. Odzywa się zakonnica: - A Ja tego skur***iela skrobałam. Na to włącza się kucharka: - A Ja tego skur***iela usmażyłam i przyrządziłam. Ksiądz biskup uśmiechnął sie, wyjął z torby litr wódki i mówi: - kobieta pracująca dupą, widzę, że tu sami swoi! ==================== Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura: - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę. - Jedną, szefie. - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował? - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów. Szefa zatkało. - Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?! - No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby... - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy? - Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę. - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?! - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby...
Wojtek
|