Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy płaczecie na filmach?
Autor Wiadomość
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,331
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #1
RE: Czy płaczecie na filmach?
Nie znalazłem tematu więc pytam, bo mnie ciekawi. Czy płaczecie na filmach? Jakiego rodzaju filmy doprowadzają Was do łez wzruszenia, tudzież rozpaczy a może jeszcze innych i czy są to tylko dwie, trzy łezki, czy może ryczycie jak bobry?


_____________________________

gone with the wind

09-30-2009 14:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Morpheus Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 2,592
Dołączył: Nov 2007
Reputacja: 0
Post: #2
 
heh raczej mi się nei zdarza płakać ale... czasami faktycznie się wzruszam Big Grin
pamiętam jeden odcinek dr housa na którym prawie... prawie... uroniłem łezkę... próbował wtedy udowodnić, że jakaś tam mała dziewczynka nie może być tak odważna na jaką wygląda i, że to na pewno jest objaw choroby i na końcu go przytuliła.. jak się obejrzałem do tyłu to mama właśnie wycierała łzy Tongue

"Birdie, birdie, in the sky, why'd you do that in my eye?
Looks like sugar, tastes like sap. OMG! IT'S BIRDIE CRAP!
09-30-2009 14:40
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
blablabla Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 2,758
Dołączył: Nov 2005
Reputacja: 0
Post: #3
 
raczej rzadko mi się zdarza uronić łezkę. no chyba ze akurat mam płaczliwy dzień to wtedy sie łatwiej wzruszam. A na jakich filmach? hmm.. na romansidłach ;p zwłaszcza jak cierpie akurat na 'nagły brak męskich ramion do przytulenia".
Nie pamiętam jednak na czym ostatni raz się wzruszyłam.
Pamiętam jak kilka razy ogladałam filmy z kolezaką, ktora szybko sie wzruszałai płakała. A mi gadała ze jestem bez serca bo mnie nic nie rusza ;p
09-30-2009 14:57
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Juliett Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 1,344
Dołączył: Jan 2009
Reputacja: 0
Post: #4
 
Raczej trudno mi się wzruszyć na filmie. Ostatni raz płakałam na Królu Lwie, ale to było lata teeemu. Potem jeszcze na Leonie Zawodowcu. A na jakichś takich romansidłach czy coś to nawet nie wiem, bo nie oglądam tego Tongue Ogólnie to trudno mi się wzruszyć, raczej jak film mnie poruszy to w środku, w głębi, w sercu. ;]

Zawsze może być gorzej.


user posted image
09-30-2009 15:15
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
hipciu Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 3,145
Dołączył: Feb 2005
Reputacja: 0
Post: #5
 
Na jednym filmie w życiu płakałem. Końcówka 'Gladiatora', gdy Murzyn zakopuje tą laleczkę :cry:

Oczywiście, nie biorę pod uwagę płaczu ze śmiechu.

EDIT: Jak mogłem zapomnieć! W drugim sezonie Californication płakałem jak ginie najlepsza postać w tym serialu...

- Potrzebuję dla mojej ballady tytułu. Ładnego tytułu.
– Może „Kraniec świata”?
– Banalne (...) Hm... Niech pomyślę... „Tam, gdzie...” Cholera. „Tam, gdzie...”
– Dobranoc – powiedział diabeł.
09-30-2009 15:15
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,806
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #6
 
Jak bóbr nie ryczę, tylko mi się oczy pocą i gardło się ściska. Najgorzej, kiedy film jest zlepkiem okrutnej beznadziei i ani przez chwilę nie dzieje się nic optymistycznego. Zjazd po równi pochyłej. Np. na "Grobowcu świetlików" przez 3/4 filmu było mi tak strasznie smutno, że może nawet chlipałem. A jak się obudziłem następnego ranka, to taki szczęśliwy byłem, zachwycony tym, że świeci słońce, nie ma wojny, mam co jeść, a moja siostra jest zdrowa i nie potrzebuje mojej opieki.
Całkiem niedawno płakałem też na "Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence", bo tam nie występują ludzie źli, wszyscy się na swój sposób szanują, a mimo tego strasznie się upokarzają i robią sobie krzywdę w imię zasad i honoru. Chlip, chlip.
Nagminnie płaczę na starych polskich filmach wojennych i z wątkiem wojennym. Np. w "Zakazanych piosenkach" jest taki straszny moment, kiedy uchodźcy z Warszawy spotykają powstańców, a Roman nie przychodzi, bo ... Sad
Nienawidzę tego filmu, a oglądałem go dziesiątki razy.
Albo straszne filmy o zwierzętach. Jak np. "Biały kieł" czy "Niedźwiadek". Płakałem, jak byłem w kinie ze 20 lat temu, a jak ostatnio leciał w tv. to też dostałem chrypki i potliwości oczu, kiedy mały misio płakał nad swoją matką, a potem kiedy stary miś przyszedł go uratować, chociaż ludzie do niego strzelali.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
09-30-2009 15:15
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Morpheus Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 2,592
Dołączył: Nov 2007
Reputacja: 0
Post: #7
 
właśnie mi się przypomniało jak oglądałem młodych gniewnych... nie płakałem ale byłem bliskoTongue
jak to Dein napisał... "oczy mi się pociły" na takim filmie biograficznym o kolesiu który walczył z rakiem obcieli mu nogę a on żeby zebrac pieniądze na leczenie innych chorych postanowił przebiec całą kanadę nie pamiętam jak sie nazywał ale... był niezły muszę przyznać
aaa no i oczywiście Braveheart...tez zrobił mi niezłą rozróbę w psychice Tongue

"Birdie, birdie, in the sky, why'd you do that in my eye?
Looks like sugar, tastes like sap. OMG! IT'S BIRDIE CRAP!
09-30-2009 15:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Pan Nakata Offline
ex-moderatus
******

Liczba postów: 2,331
Dołączył: Aug 2009
Reputacja: 4
Post: #8
 
Jeśli chodzi o mnie, to całkowicie się podpinam pod coś, co Zygmunt Kałużyński nazwał kiedyś - z tego co pamiętam - 'płytką uczuciowością'. Tzn. w życiu codziennym żadna sytuacja ze mnie jednej łezki nie wyciśnie, ale jak filmy oglądam to zdarza miesie że mnie potok zalewa - i to w sytuacjach, po których najmniej by się takiego efektu można spodziewać, np jak se łoglądam jakiś film na faktach i jakiś biedny ludek dzięki swojej ciężkiej pracy coś osiągnął i go świat zaczyna wielbić, takie tam. 'Niedźwiadka' nie oglądałem, ale też by mnie pewnie tkło.

_____________________________

gone with the wind

09-30-2009 15:29
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,806
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #9
 
Tylko manekiny nie płaczą na "Niedźwiadku" :cry: Nie wiem, co twórcy zrobili temu misiowi, ale na filmie jest taki biedniutki i takie dźwięki wydaje, że nie da się nie płakać :cry:
No i ten wspaniały motyw, że duży miś darowuje głupiemu, małemu człowiekowi życie, a ten kruszeje i potem wypuszcza małego misia.
I dwulicowość ludzka. Pan który kocha swoje psy i okrywa je kocykiem na noc, ale szczuje je przeciwko innemu zwierzęciu. I krzywdzi te pieski, które niby kocha i misia też nie szanuje i poluje dla trofeum, bo człowiek wogle tylko własne życie szanuje.
Chlip, chlip.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
09-30-2009 16:00
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Immortal Offline
Junior Member
**

Liczba postów: 37
Dołączył: Sep 2009
Reputacja: 0
Post: #10
 
Mi się bardzo często zdarza płakać na filmach. :cry:
09-30-2009 16:41
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Olka Offline
(12 l.) Nie ma klasy ani chłopaka
*****

Liczba postów: 3,197
Dołączył: Mar 2006
Reputacja: 1
Post: #11
 
Mnie też, i jak ryczę, to już porządnie. Szczególnie, jeśli oglądam sama - a zawsze prawie oglądam sama, ryczę nieraz jak idiot. Na Klass płakałam, na Jabłku Adama - trochę, ale mniej, ale na romansidłach nigdy mnie nie tyka. Jak już coś ma mnie wzruszyć to głupota ludzi tam, i ta "głębia" uczuć. Och.

user posted image
09-30-2009 18:36
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Cornel Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 4,068
Dołączył: May 2008
Reputacja: 1
Post: #12
 

Płaczę tylko w pięknych chwilach. Np. wtedy, gdy ktoś się odnajdzie i córeczka przytuli tatusia, lub wtedy, kiedy ktoś wyzdrowieje. Wtedy oczka same się pocą i mam przy okazji ochotę zmieniać całe swoje życie. ( Zazwyczaj do soboty, bo jak już coś oglądam, to tylko w piątki ).
Ło, płaczę też, dla całego filmu, gdy upośledzony Pan stoi nad grobem swojej żony. Chociaż ten typ płaczu jest mi bardziej obcy, to jednak nie całkowicie.
Chlipam, głównie przy scenach ładnych, mniej w smutnych. Gdy są smutne, to czuję jakiś dystans.

user posted image
झूठे के लिए सबसे बड़ी सजा यह है, कि किसी ने उसे विश्वास नहीं करता नहीं है, लेकिन है कि वह खुद किसी को भी विश्वास नहीं कर सकता. मैं यह करने के लिए तत्पर हैं.
09-30-2009 19:08
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Lily Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 4,250
Dołączył: Aug 2005
Reputacja: 0
Post: #13
 
To ja podobnie jak pan nade mną.
W zasadzie nie płaczę na filmach, ale jeśli już, to podczas pięknych chwil. Wzruszam się najbardziej kiedy maleńkim dzieje się krzywda i niesprawiedliwość, bezbronni nie mają siły lub możliwości się obronić, albo kiedy im się to wreszcie udaje.
Chlipałam na "Liście Schindlera" i "Pianiście" na pewno, na kilku bajeczkach, ale na romansidłach mniej. Często ściska mi gardło, kiedy sytuacja wydaje się być tak prawdziwa, że mogłaby spokojnie być moją historią.

Let's find some beautiful place to get lost
09-30-2009 19:52
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Feth Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 16,927
Dołączył: Dec 2005
Reputacja: 2
Post: #14
 
Ja miewam takie okresy w życiu, że nie nadaję się do oglądania nawet tandetnych romansideł, bo mnie wtedy wszystko wzrusza. W normalnych warunkach jednak zdarza mi się uronić łezkę, czasem ściska mnie w gardle, jednak nie jest to typowy płacz, raczej takie zapocenie się oczu. W pięknych momentach nie, raczej w tych smutnych. Jak ktoś ginie, jak się dzieje krzywda zwierzątkom albo jak komuś zależy i się stara, ale mu nigdy nie wychodzi przez wstrętne zbiegi okoliczności, albo jak ktoś obiecuje, że przyjdzie, a druga osoba myśli, że nie przyszedł bo nie chciał / zapomniał / już nie kocha, a w rzeczywistości to on się nie pojawił, bo coś się stało, umarł w poświęceniu czy coś. Takie sceny wyciskające łzy.

Najbardziej płakałam na Królu Lwie jak Mufasa zginął Blush
Oprócz tego Biały, Kieł, Zew Krwi, był też taki film jak Psią drogą do domu, albo coś podobnego - to jeśli chodzi o zwierzęce dramaty, które zawsze bardzo mnie poruszały, od dziecka. A o innych nie będę mówić, bo zwierzęta uber alles.
09-30-2009 21:04
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Dein Lakai Offline
Niesarniusza
******

Liczba postów: 16,806
Dołączył: Jun 2005
Reputacja: 4
Post: #15
 
Feth+30-09-2009, 21:04test napisał(a):
Cytat: (Feth @ 30-09-2009, 21:04)
albo jak ktoś obiecuje, że przyjdzie, a druga osoba myśli, że nie przyszedł bo nie chciał / zapomniał / już nie kocha, a w rzeczywistości to on się nie pojawił, bo coś się stało, umarł w poświęceniu czy coś. Takie sceny wyciskające łzy.


Albo jak komuś ktoś mówi, żeby uciekał szybem wentylacyjnym, a sam jest za duży i obiecuje, że się wydostanie inaczej i że się spotkają, ale się nie spotykają, bo tego kogoś po drodze w bramie zabija sadystyczny, skorumpowany policjant.

Ale tego "Króla Lwa" nadal nie pojmuję. Tam są sztuczne zwierzątka, bardzo wkurwiające.

Gdyż nie mogłem nigdy wyrzec się skrytej nadziei, że pod osłoną nocy moją zwykłą facjatę zastąpi jakaś nowa, świeża twarz. Kiedyś na przykład byłoby to ufne i poważne oblicze sarny, która by mnie obserwowała swoimi wydłużonymi w kształt migdału zielonymi oczyma w gwiaździstym podlewie mojego lustra. A ja bawiłbym się ruchliwymi, pełnymi ekspresji uszami, których żywość wynagradzałaby mi dziwne zaostrzenie rysów twarzy.
09-30-2009 21:19
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Kontakt | | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS | CSS Valide !