RE: Ballada...
|Pisałam, pisałam... i takie coś mi wyszło...|
1. Opatulona w czarną głębię idę dalej zdobywać lądy Nie zmogą mnie żale, wichury, ani morskie prądy Zagubić się w myślach, nie pytać o drogę Robić wszystko, mimo iż serce mówi” nie mogę”
2. Schować się przed deszczem, pod osłoną nieba Mimo iż do tego wiele mi nie trzeba By powrócić znów, tam gdzie zagubione szale Gdzie siadają dumne, dmuchane, sztuczne lale
3. Bajarz snuje pieśń zagadkę, pląta wszystkim w głowach Litera za literą, morze kontra miłość przelewana w słowach Czas ucieka, lecz my dalej uparcie w swoim trwamy, Nie chcemy iść, dalej czekamy, miłość swoją wszystkim damy
4. Przygoda końca mieć swego nie będzie Prędzej się bajarz swej laski podróżnej pozbędzie I czasami, czasem, czasem i częściej Droga, drodze nie ustąpi, znów będzie gęściej
5. Do portu zabić mu wcale nie po drodze było Nie wie nawet, czemu ta przygoda, to się wszystko skończyło Załoga poszła w tany, szukał każdy swojej butelki rumu Zapomnieli, zaginęli, przykrył ich kurz tłumu
6. Po prostu wspak, i wszerz również też Pies jego się włóczył, mimo iż on krzyczał „ leż!” Buro, szaro, czarno także bywało Szło się na plaże, morze wszystko złe zmywało
7. Tak było, lecz i było inaczej Kochał, rzucił, upił się, dla niego tak prościej raczej Natłok myśli zbywał procentowym trunkiem Potem płynął w wodę ze zbędnym ładunkiem
8. Bajarzu, bajarzu, ileż to dziś zmyśliłeś? Ileż to dziś głów, starych, młodych i głupich ukoiłeś? Ukoiłem tyle, ile przyszło do mnie Lecz mogę i więcej, lecz nie przejedź szpadą po mnie
9. Ma osoba nie robi złego, duchowi piekielnemu nie służę Lecz jeśli nie wierzysz mym słowom, twą pamięć odkurzę Powoli zmrok zapadł, bajarz zamknął ślepia Lecz każdy z zebranych tutaj, on w nich trzecie oko wlepia
10. Zasiadam przy stole, wpatruję się w niego Niby go nie lubię, lecz nie głupi jak na starego Łzy nieba biją się o szyby gospody Krzyczą, wrzeszczą „Bajarzu! Nowe przygody!”
11. Zaczęło się niewinnie, tak jak zazwyczaj bywa Bajarz swą nową pieśń znów mruczeć zaczyna Ona młoda, piękna, z dobrego domu była Nikt nie sądził, że oto tak skończyła
12. Spotkała raz jednego, nie przepadała za nim Ona go zauroczyła, no, kim ona to była, kim? Niebiańskimi oczyma lustrował jej blade lico Ach! Gdzie żeś wzięła me serce diablico?!
13. Patrzyła na niego szmaragdami dwoma Czegóż chcesz ode mnie, niczego ci nie dam, nie ma! On dalej brnął w błoto, zaślepiony jej blaskiem Nie zauważył nawet, że wpadł w pułapkę z kolorowym obrazkiem
14. Długo to jednak wszystko nie trwało Niestety czarne, burzliwe morze mężczyznę wywiało Z krzesła wstałam, krzyknęłam: Hejże hola! Bajarzu, opowiadaj dalej. Taka twoja rola!
15. Bajarz jednak nie przeląkł się mych słów Wstał z krzesła i wskazał palcem na innych starców dwóch Tutaj masz innych ludzi mego fachu Może na nich oszczędzisz przekleństw, obejdzie się bez strachu
16. I tak po prostu wyszedł, drzwiami trzasnął mocno Niby było w karczmie pusto, lecz tak jakby tłoczno Ludzie wiedząc, iż nic się już tutaj ciekawego nie stanie Wrócili do domów, na bajarza czekając, na kolejne jego wezwanie
17. A ja dalej siedziałam wino w kącie popijając Nie zdziałam już niczego, wstałam, do domu swego zmierzając By w końcu do łóżka prawdziwego się położyć By w końcu do snu upragnionego się ułożyć.
[...]a little something in me dies...
|