Dobrze powiedziałeś, Kochanie. Ja tak samo nie wierzę w rasy agresywne i nieagresywne.
Ja wierzę w rasy i mieszańce ras, które pozostawione same sobie bywają bardziej i mniej niebezpieczne :> I w agresywnych i nieagresywnych właścicieli. Nie ma bardziej agresywnego zwierza w okolicy niż pewien pinczer miniaturka, suka zresztą, która wchodzi na plecy Misi, ujadając i strasząc. przy czym Misia udaje, że jej nie widzi.
Z powodu dużych pokładów dresiarstwa, jest też sporo psów "ras agresywnych", nie sądzę, że z zarejestrowanych hodowli, a więc nie ze starannie dobranymi genami i bez gwarancji porządnej socjalizacji w wieku szczenięcym. Takie krokodyle na sznurkach. I jeszcze nigdy nie widziałem, żeby taki zwierz był jawnie agresywny i doskakiwał do cudzych psów. Idzie to, jak Pan Bóg przykazał, na smyczy, posłusznie, a chłopina-właściciel cieszy się, że tak wychował psa. Zna swojego psa, pilnuje go i w ogóle nie ma się czego bać. Już mniej pewnie czuję się, kiedy idzie kobieta z wózkiem, drugim dzieckiem za rękę i psem labradorem jako satelitą, biegającym dookoła. Mam podejrzenie wtedy, że psinkę ktoś kupił dziecku, sugerując się rzekomą łagodnością rasy i specjalnie nie poświęca czasu na jego wychowanie. Wogle te łagodne labki i goldenki, kupowane jako psy rodzinne, są najczęściej rozpaskudzone, nieposłuszne i pozostają poza kontrolą właściciela. Może i nie gryzą, ale wbiegają pod nogi, wpadają na człowieka z impetem, ganiają jeden drugiego bez opieki i straszą mniejsze, delikatniejsze zwierzątka. Bo po co wychowywać, skoro są łagodne.
Z agresywnych zwierząt miałem psa, chomika i Dzidkę.
Piesio był koszmarny. Dostaliśmy go, jak ja i moje rodzeństwo byliśmy na początku podstawówki lub troszkę wcześniej. Rodzice totalnie niezainteresowani psami, my za mali, żeby zająć się mądrze zwierzęciem, które od początku było psychicznie obciążone. On był maleńki, jak nam go wujek przywiózł. Miał może 3-4 tygodnie, więc jeszcze nie nadawał się do zabrania suce. Od początku dewastował otoczenie, na nas, nie na suce uczył się, jak fajnie wbijać ząbki w coś ruszającego się, był nadpobudliwy seksualnie, ciągnął na smyczy, szczekał na przechodniów, a wchodzących gości witał albo zębami albo kopulując z ich nogą. Żałuję, że nie byłem wtedy starszy, że nie było netu, który jest kopalnią wiedzy wszelakiej, że podejście do zwierząt było wtedy nieskomplikowane i nikt nie słyszał np. o kastracji. Nie wychowywaliśmy tego psa. On wychowywał nas. A kiedy przegiął, ojciec oddał go koledze na jakąś działkę, żeby biegał wzdłuż ogrodzenia i ujadał. Zresztą raz z niej zwiał i wrócił do nas, chociaż działka była za miastem. Mimo podłego charakteru, zwierzak był do nas przywiązany i być może można go było wychować. Ale jeden człowiek za wcześnie pozbawił go matki, a ludzie, do których trafił, czyli moi rodzice, byli dobrodusznymi ignorantami, zbyt zajętymi własnymi dziećmi i pracą, żeby dobrze zaopiekować się taką sierotą psią.
Chomik to był kawał skurwysyna. Nawet wyżej wymieniony pies czuł respekt przed jego żółtymi siekaczami. Dziki zwierz, który notorycznie wygryzał w klatce dziurę do wolności i żył luzem "gdzieś w mieszkaniu". Najchętniej między sprężynami dziadkowego łózka, który dokarmiał zwierzuntko ciastkami :> Chomik miał swoje zasady i o ile nie stawało mu się na drodze, nikogo nie krzywdził. Psu dostało się, kiedy bezczelnie leżał w poprzek korytarza, a chomik zmierzał właśnie z kuchni, gdzie była jego podziurawiona klatka, do pokoju dziadziusia. Ugodzony w ogon natychmiast zrobił przejście dla Karola.
Karol żył długo i namiętnie, a życie jego bogate składało się z ucieczek, chomikowania i niszczenia kabli, książek i dywanu. Wzięty na ręce ciął do krwi, a potem korzystając z zamieszania, dawał dyla.
A Dzidka to kobieta enigma. Przeszłość nieznana, ale na pewno niełatwa, o czym świadczą pozłamaniowe zrosty na kończynach. Potem pól roku w schronisku. Potem u mnie, naiwnego człowieka, który myślał, że wszystkie koty są miłe i dobre, kiedy się o nie dba :>
Nie wszystkie koty są miłe i dobre. Niektóre terroryzują otoczenie dla przyjemności, atakują od frontu dwudziestokilogramowe psy, stukilowych menczyzn oraz rękę, która karmi i próbuje pogłaskać. Oraz nogę ze szczególnym uwzględnieniem ścięgna achillesa. Niektóre koty wolą hardkorowe polowania i zabawy w komandosa.
Juz sobie dałem spokój z próbami przekonania jej, że nie ma nic fajniejszego, niż leżeć na kolanach właściciela, mruczeć i podlizywać się. Dzidka ma ciekawsze zajęcia i lepszy pomysł na życie.